Wczoraj minęło pięć miesięcy minęły od chwili kiedy Dziewczynka pojawiła się na świecie. Nie muszę chyba pisać jak bardzo się Dziewczynka zmieniła... Różnica jest wielka. To już nie malutkie zawiniątko ciągle tylko śpiące i jedzące, to już duża w miarę rezolutna Dziewczynka.
* Ciągle uwielbia spacery, czas spędzony poza domem... i oby tak zostało jak najdłużej :) Pała miłością do przyrody i nowych miejsc tak jak i Matka. Ciągle uwielbia spacery w wózku, którym nie ma końca i od czasu do czasu chustonoszenie.
* Doskonali swoje umiejętności. Przewracanie się na boczki nie stanowi żadnego problemu. Leżąc na plecach z pełną świadomością i radością chwyta swoje stopki. Podczas ostatniej kąpieli nawet lewa stopka wylądowała w jej buzi, ot tak! Chwyta nas rodziców za palce swoimi rączkami i podciąga się do siadania.... ale jeszcze jej na to zbytnio nie pozwalamy.
* Jadłospis ciągle poszerzany o coraz to nowe "potrawy" Choć przewagę ma matczyny cyc. Poza tym Dziewczynka bardzo lubi kaszkę mleczno-ryżową o smaku naturalnym, marchewkę przetartą z ziemniaczkami oraz jabłuszko.
* Matka zrobiła segregacją ubranek Dziewczynki. Te z przed 3 miesięcy wylądowały w wielkim kartonie i poszły do szafy na strych... Za to systematycznie na półkach pojawiają się nowe, coraz większe ubranka. Obecnie szał na zwiewne bluzeczki, sukieneczki, czapeczki i kapelusiki :)
* Zabawek też zdecydowanie przybywa. Dziewczynka coraz częściej ich używa.
* Kąpielom nie ma końca! Oj kocha się pluskać w wodzie. Daje jej to tyle radości. Nawet kiedy nadchodzi czas mycia główki Dziewczynka nie stawia oporów.
* Radosna, pogodna i grzeczna. Bardzo nieufna do nowych ludzi. Ufnością obdarza tylko najbliższe osoby, nas rodziców, dziadków i tylko kilka ciotek, które można policzyć na palcach jednej ręki.
* Zdrowie póki co dopisuje i oby tak dalej!
* Ciągle przy wózku jest niewielka kokardka, bo ciągle na spacerach czy w mieście każdy się Nią zachwyca. Tak żeby nie zauroczyć :)
* Sen w miarę spokojny. Coraz mniej śpi w dzień... stety bądź niestety... W nocy zaś ma ustalony rytm i budzi się dwa razy na karmienie. Zasypia ok 21 wstaje o 2 a następnie o 5 i śpi do 7 bądź 8 :)
Rośnie nam ta nasza kluseczka kochana! Minęło już 5 miesięcy. W sumie i tak jest jeszcze malutka a ja już tęsknię za tym jak była tym 1-2 miesięcznym noworodkiem....
Pamiętnik Dziewczynki...
...pisany ręką mamy Dziewczynce dla wspomnień
środa, 28 lipca 2010
wtorek, 27 lipca 2010
Niezapomniany dzień...
...dzień 27-ego lipca 2007 roku. Dzień w którym dwoje bliskich sobie osób przysięgło przed Bogiem miłość... już na zawsze. Pamiętam każdy szczegół, pamiętam nasze emocje i szczęście. ...pamiętam szelest białej sukienki
...pamiętam kolor kwiatów który trzymałam kurczowa w dłoniach:)
...pamiętam nasze głosy wypowiadające przysięgę
...pamiętam nasze spojrzenie i wzruszenie
...pamiętam moment włożenia obrączek
...pamiętam łzy naszych rodziców
...pamiętam nasz pierwszy małżeński pocałunek
...pamiętam nasz pierwszy małżeński taniec...
...pamiętam jeszcze wiele innych pięknych chwil...
i będę pamiętać ten wyjątkowy dzień.
Lubię czasem sobie usiąść w ciszy i spokoju wpatrywać się w nasze zdjęcia ślubne... a na same wspomnienie tego dnia mam łzy w oczach :)
Dziś od tego dnia mijają 3 lata... a pamiętam wszystko dokładnie jakby było wczoraj.
Kocham Cię Tomku nade wszystko. Kocham i kochać nie przestanę. Jesteś moim ogromnym Szczęściem moim Skarbem! Moje serce zawsze będzie należało do Ciebie....
Kocham Cię każdym moim życia tchnieniem, radością serca, kocham szalenie i delikatnie, kocham każdą część Twego ciała, kocham Twój zapach, Twój głos i dotyk. Kocham Ciebie takiego jakim jesteś. Mimo twoich wad. Kocham Cię bezgranicznie! Dziękuję Bogu że dał mi Ciebie... :) Tobie dziękuję Ci za Twoją miłość. Dziękuję że jesteś moim Szczęściem, za wszystko co dla mnie robisz. Dziękuję że dałeś mi szczęście i oparcie. Dziękuję za każdy dzień z Tobą spędzony, za każdy najmniejszy gest, za każdą spełnianą zachciankę, dziękuję Ci za to że jesteś zawsze bez względu na wszystko, dziękuję za wsparcie w ciężkich chwilach, za Twoją cierpliwość i wytrwałość, dziękuję że akceptujesz mnie taka jaka jestem (nawet teraz jak wyglądam po ciąży...) Dziękuję po prostu za wszystko!
Dziękuję za wszystko... za to że jesteś, Dziękuję Ci za Lenę!!!
Dziękuję Dziękuję!!
Jesteś dla mnie wszystkim...
Kocham Cię.
Kochanemu mężowi Tomkowi- Joanna.
...pamiętam kolor kwiatów który trzymałam kurczowa w dłoniach:)
...pamiętam nasze głosy wypowiadające przysięgę
...pamiętam nasze spojrzenie i wzruszenie
...pamiętam moment włożenia obrączek
...pamiętam łzy naszych rodziców
...pamiętam nasz pierwszy małżeński pocałunek
...pamiętam nasz pierwszy małżeński taniec...
...pamiętam jeszcze wiele innych pięknych chwil...
i będę pamiętać ten wyjątkowy dzień.
Lubię czasem sobie usiąść w ciszy i spokoju wpatrywać się w nasze zdjęcia ślubne... a na same wspomnienie tego dnia mam łzy w oczach :)
Dziś od tego dnia mijają 3 lata... a pamiętam wszystko dokładnie jakby było wczoraj.
Kocham Cię Tomku nade wszystko. Kocham i kochać nie przestanę. Jesteś moim ogromnym Szczęściem moim Skarbem! Moje serce zawsze będzie należało do Ciebie....
Kocham Cię każdym moim życia tchnieniem, radością serca, kocham szalenie i delikatnie, kocham każdą część Twego ciała, kocham Twój zapach, Twój głos i dotyk. Kocham Ciebie takiego jakim jesteś. Mimo twoich wad. Kocham Cię bezgranicznie! Dziękuję Bogu że dał mi Ciebie... :) Tobie dziękuję Ci za Twoją miłość. Dziękuję że jesteś moim Szczęściem, za wszystko co dla mnie robisz. Dziękuję że dałeś mi szczęście i oparcie. Dziękuję za każdy dzień z Tobą spędzony, za każdy najmniejszy gest, za każdą spełnianą zachciankę, dziękuję Ci za to że jesteś zawsze bez względu na wszystko, dziękuję za wsparcie w ciężkich chwilach, za Twoją cierpliwość i wytrwałość, dziękuję że akceptujesz mnie taka jaka jestem (nawet teraz jak wyglądam po ciąży...) Dziękuję po prostu za wszystko!
Dziękuję za wszystko... za to że jesteś, Dziękuję Ci za Lenę!!!
Dziękuję Dziękuję!!
Jesteś dla mnie wszystkim...
Kocham Cię.
Kochanemu mężowi Tomkowi- Joanna.
piątek, 2 lipca 2010
Córusia Tatusia....
Dziewczynka to zdecydowanie córeczka Tatusia. Tata zakochany w Dziewczynce do szaleństwa, a co więcej to odwzajemnione uczucie. Tata pędzi po pracy do swojej Córeczki, a Ona wita go ogromnym uśmiechem i wtula się w Jego ojcowskie silne, ciepłe i bezpieczne ramię. Dziewczynka Tatusia uwielbia. Atrakcja:) Bo Matka ciągle z Dziewczynką siedzi to już znudzona Matką jest... Bo kto tak rozśmieszy jak nie Tata. Kto wytrwale masował brzuszek kiedy bywały kolki... Kto rozpieszcza Dziewczynkę do granic? Kilka razy w tygodniu przybywają nowe gadżety lub ubrania dla Dziewczynki. Zwykle Tata kąpie Dziewczynkę. Oboje bardzo to lubią. Mama ocenia Tatę na 6! Po prostu Tata na medal. Od początku się dzielnie spisuje. Spełniał Mamy zachcianki w ciąży. Znosił zmienne nastroje. Tata przeciął pępowinę. To Tata wcześniej zobaczył Dziewczynkę niż Mama. Tata od pierwszych dni w domu skakał w okół Córki no i Mamy też:) Od początku nie chcieliśmy aby Lena przyzwyczaiła się do spania z nami w łóżku... W czasie nocnych karmień Mamie na początku byłoby wygodniej nie wstawać. Tylko leżeć i co dwie godziny do cyca przysadzać. Tu Tata także zaskoczył Mamę i wstawał w pierwszych tygodniach za każdym razem i przynosił i odnosił Dziewczynkę do łóżeczka. Mama tylko spała no poza porami karmienia, wtedy leżała:)
Kochany jest ten Tata! Czuję i wiem że dla Dziewczynki zrobi wszystko. Zakochany w Dziewczynce bezgranicznie. Jest Tatusiowa i koniec! Stwierdził że nigdy Jej nikomu nie odda... miał na myśli chłopca bądź męża Dziewczynki.
Między nimi czuć wielką chemię i tą bezgraniczną miłość zarówno ze strony Taty jak i Dziewczynki. A ja kocham patrzeć na tą Dwójkę. Widząc ich szczęścia i ja jestem szczęśliwa. Moje Dwa Największe Skarby!!


Żeby nie było że tylko Tata taki zakochany! Matka też świata poza Leną nie widzi... Kocham Kocham Kocham nade wszystko!

Kochany jest ten Tata! Czuję i wiem że dla Dziewczynki zrobi wszystko. Zakochany w Dziewczynce bezgranicznie. Jest Tatusiowa i koniec! Stwierdził że nigdy Jej nikomu nie odda... miał na myśli chłopca bądź męża Dziewczynki.
Między nimi czuć wielką chemię i tą bezgraniczną miłość zarówno ze strony Taty jak i Dziewczynki. A ja kocham patrzeć na tą Dwójkę. Widząc ich szczęścia i ja jestem szczęśliwa. Moje Dwa Największe Skarby!!


Żeby nie było że tylko Tata taki zakochany! Matka też świata poza Leną nie widzi... Kocham Kocham Kocham nade wszystko!

wtorek, 29 czerwca 2010
Cztery miesiące za nami...
Dziewczynka w niedzielę 27-ego skończyła 4 miesiące. Z bezbronnego noworodka stała się kochanym niemowlakiem. Przez te 4 miesiące strasznie się zmieniła.
Waży już 6480g! i mierzy 65 cm.
Jaka Dziewczynka jest? Przede wszystkim jest pogodnym i kochanym dzieckiem. Oczko w głowie rodziców. To już bystra dziewczynka. Bawi się grzechotkami i pewnie i świadomie trzyma je w rączkach. Jest zwinna i sprawna. Obracanie na boczki nie stanowi żadnego problemu. Kocha kąpiele i nigdy nie można wyciągnąć Jej z wody. Prawie zawsze kończy się to płaczem bo Ona chciałaby jeszcze. Kocha spacery, jazdę w wózku i chustonoszenie. Ma za sobą już kilka kąpieli z mamą w dużej wannie. Ciągle głównym źródłem energii jest mamina pierś ale miała już okazję spróbować kaszki mleczno-ryżowej (tej o naturalnym smaku)- bardzo jej posmakowała, ma za sobą już pierwszą marchewkę (kilka łyżeczek) Wczoraj zjadła także swojego pierwszego biszkopta. Lubi herbatki a na pierwszym miejscu jest herbatka rumiankowa, którą Lena pije już od początku trzeciego tygodnia życia. Jak na 4 miesięczne niemowle dużo "mówi". Gada i gada po swojemu i do nas "mówi" i do swoich grzechotek też monolog prowadzi:) Usłyszeliśmy i ciągle słyszymy wyraźne sylaby takie jak "Da" "Ma" "Nee" "Gu" "Ra" I pod tym właśnie "Ra" byliśmy w szoku.... Oj ciągle słychać jej słodkie "słówka". Jest spokojnym i radosnym dzieckiem. Od rana wita nas ogromnym uśmiechem który daje nam rodzicom energii na resztę dnia. Rzadko kiedy miewa swoje gorsze dni i wtedy grymasi.
Póki co jest dobrze. Puk puk odpukać.

Waży już 6480g! i mierzy 65 cm.
Jaka Dziewczynka jest? Przede wszystkim jest pogodnym i kochanym dzieckiem. Oczko w głowie rodziców. To już bystra dziewczynka. Bawi się grzechotkami i pewnie i świadomie trzyma je w rączkach. Jest zwinna i sprawna. Obracanie na boczki nie stanowi żadnego problemu. Kocha kąpiele i nigdy nie można wyciągnąć Jej z wody. Prawie zawsze kończy się to płaczem bo Ona chciałaby jeszcze. Kocha spacery, jazdę w wózku i chustonoszenie. Ma za sobą już kilka kąpieli z mamą w dużej wannie. Ciągle głównym źródłem energii jest mamina pierś ale miała już okazję spróbować kaszki mleczno-ryżowej (tej o naturalnym smaku)- bardzo jej posmakowała, ma za sobą już pierwszą marchewkę (kilka łyżeczek) Wczoraj zjadła także swojego pierwszego biszkopta. Lubi herbatki a na pierwszym miejscu jest herbatka rumiankowa, którą Lena pije już od początku trzeciego tygodnia życia. Jak na 4 miesięczne niemowle dużo "mówi". Gada i gada po swojemu i do nas "mówi" i do swoich grzechotek też monolog prowadzi:) Usłyszeliśmy i ciągle słyszymy wyraźne sylaby takie jak "Da" "Ma" "Nee" "Gu" "Ra" I pod tym właśnie "Ra" byliśmy w szoku.... Oj ciągle słychać jej słodkie "słówka". Jest spokojnym i radosnym dzieckiem. Od rana wita nas ogromnym uśmiechem który daje nam rodzicom energii na resztę dnia. Rzadko kiedy miewa swoje gorsze dni i wtedy grymasi.
Póki co jest dobrze. Puk puk odpukać.

poniedziałek, 28 czerwca 2010
Chrzest Święty
27 czerwca 2010 roku kolejna ważna data w życiu Dziewczynki.
Pierwsi goście Dziewczynki zaczęli się zjeżdżać już w piątek nad ranem, poprzez sobotę aż do samej uroczystości.
Dziewczynkę do chrztu według tradycji ubrała mama chrzestna. Mieliśmy dylemat co do wybrania chrzestnych Dziewczynce... chodziło o to żeby Lena zawsze miała w nich oparcie. Żeby zawsze mogła przyjść i powiedzieć co "leży" na sercu. Żeby byli to ludzie odpowiedzialni i żeby byli przy Dziewczynce zarówno w ważnych momentach w życiu, w chwilach radości i szczęścia jak również w chwilach niemocy i problemów. Rodzicami chrzestnymi zostali ciocia Iza- najmłodsza siostra Mamy i wujek Hubert- brat Taty. Z naszej decyzji jesteśmy zadowoleni (Ciekawe co powie sama Dziewczynka za kilkanaście lat...:P )
Uroczystość odbyła się w naszej parafii na mszy na godzinę 12.00
"Ja Ciebie chrzczę i nadaję Ci imię Lena..."
"Ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego..." Między innymi takie zdania padły w tej jakże ważnej uroczystości. Było złożenie obietnicy przez nas rodziców i rodziców chrzestnych. Córeczko przyrzekamy...
Dziewczynka podczas uroczystości marudziła, popłakiwała... nawet tulenie przez ukochanego Tatusia nie pomogło. Dopiero podczas tego najważniejszego momentu, czyli polania główki Lenka się uspokoiła. Na buzi zamiast grymasu pojawił się uśmiech. Zapanował spokój a Dziewczynka po kilku minutach zasnęła. Resztę uroczystości przespała słodko w ojcowskich ramionach... i spała tak ok 1,5 godziny dopóki nie zgłodniała, ale to było już po kościele.
Był także uroczysty obiad dla gości. Byliśmy już zaraz do 13. Łącznie było 42 osoby. Obiad był w naszym domu. Dom spokojnie pomieścił tyle ludzi, a zmieściłoby się jeszcze więcej. Jestem zadowolona że zdecydowaliśmy się na przyjęcie w naszym domu z zamówioną obsługą i kateringiem z restauracji. Mama nie dałaby rady nawet jeśli ktoś z rodziny by pomógł. A tak to spokojna głowa:) Można było się zająć gośćmi i główną bohaterką uroczystości, chociaż ta w moich rękach była gościem. Przynoszona tylko na karmienie. Noszona, przytulana przez wszystkich, przechodziła z rąk do rąk. Aż mnie, matkę czasem już denerwowało... ale pozwoliłam się rodzinie Dziewczynką nacieszyć. Lena ucięła sobie jedną 50minutową drzemkę na regenerację sił, w spokoju i ciszy w ustroniu Jej pokoju. Po czym znowu została zabrana z matczynych ramion. I nie myślcie że skoro matka dziecka nie miała to miała spokój i pełen relaks... o nie! Matka ciągle kątem oka śledziła co dzieje się z Jej dzieckiem. Chyba że wylądowała w ramionach chrzestnej, to nie bo matka ma do niej pełne zaufanie.
Wieczorem jeszcze przy gościach Lena się tak wkurzyła. Podejrzewam że co chwilę każdy nosił ją na rękach, tulił i zabawiał. Dziewczynka miała po prostu dość. Nie wytrzymała i z powodu nadmiernych wrażeń itd. skumulowane emocje Dziewczynki wybuchły strasznych płaczem i późniejszym marudzeniem. Dopiero kiedy matka i ciotka uciekły od gości, Dopiero wyciszenie się przy maminej piersi w cichym spokoju poskutkowało i była już spokojna tolerując tylko ramiona Mamy i Taty. Matka przeczuwała że tak to się może skończyć.
Ogólnie było rodzinnie, pogodnie i wesoło:)
Córeczko tego dnia stałaś się Dzieckiem Bożym. Niech Bóg trzyma Cię zawsze w swojej opiece, a Twój Anioł Stróż niech będzie zawsze przy Tobie... w rano, w dzień, w nocy bądź jej zawsze ku pomocy...
:)
Pierwsi goście Dziewczynki zaczęli się zjeżdżać już w piątek nad ranem, poprzez sobotę aż do samej uroczystości.
Dziewczynkę do chrztu według tradycji ubrała mama chrzestna. Mieliśmy dylemat co do wybrania chrzestnych Dziewczynce... chodziło o to żeby Lena zawsze miała w nich oparcie. Żeby zawsze mogła przyjść i powiedzieć co "leży" na sercu. Żeby byli to ludzie odpowiedzialni i żeby byli przy Dziewczynce zarówno w ważnych momentach w życiu, w chwilach radości i szczęścia jak również w chwilach niemocy i problemów. Rodzicami chrzestnymi zostali ciocia Iza- najmłodsza siostra Mamy i wujek Hubert- brat Taty. Z naszej decyzji jesteśmy zadowoleni (Ciekawe co powie sama Dziewczynka za kilkanaście lat...:P )
Uroczystość odbyła się w naszej parafii na mszy na godzinę 12.00
"Ja Ciebie chrzczę i nadaję Ci imię Lena..."
"Ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego..." Między innymi takie zdania padły w tej jakże ważnej uroczystości. Było złożenie obietnicy przez nas rodziców i rodziców chrzestnych. Córeczko przyrzekamy...
Dziewczynka podczas uroczystości marudziła, popłakiwała... nawet tulenie przez ukochanego Tatusia nie pomogło. Dopiero podczas tego najważniejszego momentu, czyli polania główki Lenka się uspokoiła. Na buzi zamiast grymasu pojawił się uśmiech. Zapanował spokój a Dziewczynka po kilku minutach zasnęła. Resztę uroczystości przespała słodko w ojcowskich ramionach... i spała tak ok 1,5 godziny dopóki nie zgłodniała, ale to było już po kościele.
Był także uroczysty obiad dla gości. Byliśmy już zaraz do 13. Łącznie było 42 osoby. Obiad był w naszym domu. Dom spokojnie pomieścił tyle ludzi, a zmieściłoby się jeszcze więcej. Jestem zadowolona że zdecydowaliśmy się na przyjęcie w naszym domu z zamówioną obsługą i kateringiem z restauracji. Mama nie dałaby rady nawet jeśli ktoś z rodziny by pomógł. A tak to spokojna głowa:) Można było się zająć gośćmi i główną bohaterką uroczystości, chociaż ta w moich rękach była gościem. Przynoszona tylko na karmienie. Noszona, przytulana przez wszystkich, przechodziła z rąk do rąk. Aż mnie, matkę czasem już denerwowało... ale pozwoliłam się rodzinie Dziewczynką nacieszyć. Lena ucięła sobie jedną 50minutową drzemkę na regenerację sił, w spokoju i ciszy w ustroniu Jej pokoju. Po czym znowu została zabrana z matczynych ramion. I nie myślcie że skoro matka dziecka nie miała to miała spokój i pełen relaks... o nie! Matka ciągle kątem oka śledziła co dzieje się z Jej dzieckiem. Chyba że wylądowała w ramionach chrzestnej, to nie bo matka ma do niej pełne zaufanie.
Wieczorem jeszcze przy gościach Lena się tak wkurzyła. Podejrzewam że co chwilę każdy nosił ją na rękach, tulił i zabawiał. Dziewczynka miała po prostu dość. Nie wytrzymała i z powodu nadmiernych wrażeń itd. skumulowane emocje Dziewczynki wybuchły strasznych płaczem i późniejszym marudzeniem. Dopiero kiedy matka i ciotka uciekły od gości, Dopiero wyciszenie się przy maminej piersi w cichym spokoju poskutkowało i była już spokojna tolerując tylko ramiona Mamy i Taty. Matka przeczuwała że tak to się może skończyć.
Ogólnie było rodzinnie, pogodnie i wesoło:)
Córeczko tego dnia stałaś się Dzieckiem Bożym. Niech Bóg trzyma Cię zawsze w swojej opiece, a Twój Anioł Stróż niech będzie zawsze przy Tobie... w rano, w dzień, w nocy bądź jej zawsze ku pomocy...
:)
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Wspaniała nowina...
Rok wstecz. 21 czerwca 2009r.
On w kuchni kończy przygotowywać dla Nich śniadanie. Ona w łazience podczas porannej toalety. Czuje nagle dziwne uczucie, coś Ją tknęło i bez żadnych podejrzeń robi test ciążowy (to drugi w Jej życiu, pierwszy mając podejrzenia zrobiła w lutym 2008 roku- wynik negatywny, ale nie dziwi Jej to nie mieli parcia na dziecko, wtedy chyba o nim nawet nie myśleliśmy)
Robi Ona ten test, czeka cierpliwie chwilę... Po kilku minutach patrzy i widzi dwie różowe kreski!! Patrzy i w lekkim szoku oczom nie wierzy. Ona wydaje z siebie okrzyk radości. On biegnie do niej i rzuca gwałtowne pytanie: "Co się stało?!" W tym momencie napływają Jej łzy do oczu i zaczyna płakać, z oczami pełnych "deszczu" daje Mu test. On patrzy na test po chwili na Nią, jeszcze raz na test a następnie ponownie na Nią. On cieszy się, tryska radością, w oczach ma łzy szczęścia.
Ona dalej płacze z radości ale chyba na radość to nie wyglądało... On zadaje pytanie które Ona ma ciągle w pamięci: "Dlaczego płaczesz Głuptasie, czyż to nie wspaniała nowina?!" Ona przez uśmiech i łzy mówi "Wspaniała..."
On Ją przytula i razem się cieszą, cieszą się i nie do końca jeszcze wierzą... Wiedzieli ale jeszcze nie w pełni byli świadomi. Za kilka dni Oni ochłonęli i dotarła do Nich ta wspaniała nowina... :)
Potem dziewięć miesięcy czekania. Pod Jej sercem rozwijała się istotka, początkowo przypominająca fasolkę. Wizyty u lekarza. Przyjemności i ciemne strony ciąży. Radość i oczekiwanie.
Dziewięć miesięcy czekania aby dać Dziewczynce życie...
A teraz Dziewczynka w niedzielę skończy 4 miesiące... a Oni w to uwierzyć nie mogą, bo czas płynie zdecydowanie za szybko...

sobota, 19 czerwca 2010
Powrót do codzienności
Powróciliśmy do codzienności. Zosia wróciła już do swojego domu, do swoich rodziców. W niedzielę wieczorem, siostra z mężem po powrocie ze szkolenia odebrali Zośkę.
Troszkę się namęczyliśmy. Opieka nad dwójką, to już nie to samo... Zośka mimo że jest aniołkiem, bardzo kochanym i rozgadanym, potrafi pokazać rogi(na szczęście rzadko), potrzebowała ciągłej uwagi, ciągłe "Choććć pobaw sie ze mną" Ciężko było odmówić. Mimo wszystko i tak fajnie było, radośnie i wesoło. Nie żałuję że zabraliśmy Zosię do siebie. Siostra nie chciała się zgodzić: "To za duży kłopot, i tak jesteś zmęczona po całym dniu z Leną. Nie chcę Was obarczać" - tak mi tłumaczyła. Ale ja uparta baba i dopinam swego. Przecież od małego, kiedy była potrzeba zostawałam z Zosią na noc. Różnica jest taka że to był pierwszy raz od kiedy Lenka jest na świecie i pierwszy raz kiedy Zośka była aż 4 dni:) Po trzech dniach przekonywania sis uległa.
Dla Lenki te dni to była sama gratka. Bo przecież kto tak rozśmieszy jak Zosia, bo kto ją ciągle zabawi, bo kto tak słodko zrobi A kuku! Oj, uwielbia kiedy Zośka Lencię w rączkę pocałuje czy stopki przytuli:) Jak tylko Lena zacznie chodzić, będą szalały wspólnie. Tylko jeden incydent nam się zdarzył. Lenka leżała w swoim bujaczku zabawiana przez starszą siostrzyczkę, była radość i śmiech, ale kiedy nagle Zosia zbliżyła się bardziej do Lenki, ta niespodziewanie chwyciła ją za włoski i zaczęła ciągnąć. Zośka wystraszona pokazała mi jak silną ma skalę głosu... krzyczała i płakała.
Na szczęście tak było tylko raz.
Tata Lenki, w te dni specjalnie z powodu obecności Zosi w naszym domu kończył pracę wcześniej niż zwykle. Chodziliśmy na spacery, na miasto. W sobotę pojechaliśmy do cyrku. To taki prezent od chrzestnej dla Zosi. Lenka cały ten czas przespała w chuście przy mamie. Wózkiem nie dalibyśmy rady wejść... Zośka miała radochę, przyglądała się zwierzakom z takim zachłannym zainteresowaniem, że aż miło było patrzeć. My dorosłe dzieci:) też bawiliśmy się przednio:)
W niedzielę planowaliśmy jechać na Mazury, ale był za duży wiatr. I przełożyliśmy to na inny termin. Wtedy pojedziemy także z rodzicami Zosi:)
Nie lubię się chwalić, zwykle tego nie robię. Ale przecież to pamiętnik, pisany Lence, więc trzeba odnotować. Ostatnio zmieniliśmy samochód. Dotychczasowego Opla Vectrę zastąpiliśmy nowym srebrnym Touranem. Ja nie byłam do tego zakupu przekonana ale samochód okazał się rewelacyjny. Przede wszystkim wygodny. A z małym dzieckiem to najważniejsze. Mnóstwo miejsca!! Nie tylko w bagażniku ale także na siedzeniach. Bagażnik też obszerny. Wózek Leny jest duży a nawet bez składania się mieści. Zaś, po złożeniu wózka jeszcze full gadżetów Lenki wejdzie.. Zakochałam się w jego wygodzie. Tata zna się na rzeczy:) Kochanie miałeś rację:)
Ogólnie samochód jest 7-mio osobowy. Na tył można wstawić jeszcze dwa fotele. Póki co My jeździmy bez. Także rodzina nam się powiększać... Piątka dzieci się zmieści:)
"Chyba oszalałaś"-stwierdził Tata
"No co Ty, czy ja jestem szalona?"- odpowiedziałam
"Nie wcale..."- powiedział przekornie Tata
"No dobra piątka może nie, ale trójka?"- spytałam podejrzliwie
"Idź już spać. Dobranoc" -odparł krótko tata, zbywając Matkę, po czym dostałam buziaka na dobranoc (bo ta sytuacja przed snem była)
Póki co na razie drugie dziecko nie wchodzi w grę. Lena jest za mała a Matka jeszcze nawet do dobrej formy nie wróciła po ciąży.
Troszkę się namęczyliśmy. Opieka nad dwójką, to już nie to samo... Zośka mimo że jest aniołkiem, bardzo kochanym i rozgadanym, potrafi pokazać rogi(na szczęście rzadko), potrzebowała ciągłej uwagi, ciągłe "Choććć pobaw sie ze mną" Ciężko było odmówić. Mimo wszystko i tak fajnie było, radośnie i wesoło. Nie żałuję że zabraliśmy Zosię do siebie. Siostra nie chciała się zgodzić: "To za duży kłopot, i tak jesteś zmęczona po całym dniu z Leną. Nie chcę Was obarczać" - tak mi tłumaczyła. Ale ja uparta baba i dopinam swego. Przecież od małego, kiedy była potrzeba zostawałam z Zosią na noc. Różnica jest taka że to był pierwszy raz od kiedy Lenka jest na świecie i pierwszy raz kiedy Zośka była aż 4 dni:) Po trzech dniach przekonywania sis uległa.
Dla Lenki te dni to była sama gratka. Bo przecież kto tak rozśmieszy jak Zosia, bo kto ją ciągle zabawi, bo kto tak słodko zrobi A kuku! Oj, uwielbia kiedy Zośka Lencię w rączkę pocałuje czy stopki przytuli:) Jak tylko Lena zacznie chodzić, będą szalały wspólnie. Tylko jeden incydent nam się zdarzył. Lenka leżała w swoim bujaczku zabawiana przez starszą siostrzyczkę, była radość i śmiech, ale kiedy nagle Zosia zbliżyła się bardziej do Lenki, ta niespodziewanie chwyciła ją za włoski i zaczęła ciągnąć. Zośka wystraszona pokazała mi jak silną ma skalę głosu... krzyczała i płakała.
Na szczęście tak było tylko raz.
Tata Lenki, w te dni specjalnie z powodu obecności Zosi w naszym domu kończył pracę wcześniej niż zwykle. Chodziliśmy na spacery, na miasto. W sobotę pojechaliśmy do cyrku. To taki prezent od chrzestnej dla Zosi. Lenka cały ten czas przespała w chuście przy mamie. Wózkiem nie dalibyśmy rady wejść... Zośka miała radochę, przyglądała się zwierzakom z takim zachłannym zainteresowaniem, że aż miło było patrzeć. My dorosłe dzieci:) też bawiliśmy się przednio:)
W niedzielę planowaliśmy jechać na Mazury, ale był za duży wiatr. I przełożyliśmy to na inny termin. Wtedy pojedziemy także z rodzicami Zosi:)
Nie lubię się chwalić, zwykle tego nie robię. Ale przecież to pamiętnik, pisany Lence, więc trzeba odnotować. Ostatnio zmieniliśmy samochód. Dotychczasowego Opla Vectrę zastąpiliśmy nowym srebrnym Touranem. Ja nie byłam do tego zakupu przekonana ale samochód okazał się rewelacyjny. Przede wszystkim wygodny. A z małym dzieckiem to najważniejsze. Mnóstwo miejsca!! Nie tylko w bagażniku ale także na siedzeniach. Bagażnik też obszerny. Wózek Leny jest duży a nawet bez składania się mieści. Zaś, po złożeniu wózka jeszcze full gadżetów Lenki wejdzie.. Zakochałam się w jego wygodzie. Tata zna się na rzeczy:) Kochanie miałeś rację:)
Ogólnie samochód jest 7-mio osobowy. Na tył można wstawić jeszcze dwa fotele. Póki co My jeździmy bez. Także rodzina nam się powiększać... Piątka dzieci się zmieści:)
"Chyba oszalałaś"-stwierdził Tata
"No co Ty, czy ja jestem szalona?"- odpowiedziałam
"Nie wcale..."- powiedział przekornie Tata
"No dobra piątka może nie, ale trójka?"- spytałam podejrzliwie
"Idź już spać. Dobranoc" -odparł krótko tata, zbywając Matkę, po czym dostałam buziaka na dobranoc (bo ta sytuacja przed snem była)
Póki co na razie drugie dziecko nie wchodzi w grę. Lena jest za mała a Matka jeszcze nawet do dobrej formy nie wróciła po ciąży.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
