Powróciliśmy do codzienności. Zosia wróciła już do swojego domu, do swoich rodziców. W niedzielę wieczorem, siostra z mężem po powrocie ze szkolenia odebrali Zośkę.
Troszkę się namęczyliśmy. Opieka nad dwójką, to już nie to samo... Zośka mimo że jest aniołkiem, bardzo kochanym i rozgadanym, potrafi pokazać rogi(na szczęście rzadko), potrzebowała ciągłej uwagi, ciągłe "Choććć pobaw sie ze mną" Ciężko było odmówić. Mimo wszystko i tak fajnie było, radośnie i wesoło. Nie żałuję że zabraliśmy Zosię do siebie. Siostra nie chciała się zgodzić: "To za duży kłopot, i tak jesteś zmęczona po całym dniu z Leną. Nie chcę Was obarczać" - tak mi tłumaczyła. Ale ja uparta baba i dopinam swego. Przecież od małego, kiedy była potrzeba zostawałam z Zosią na noc. Różnica jest taka że to był pierwszy raz od kiedy Lenka jest na świecie i pierwszy raz kiedy Zośka była aż 4 dni:) Po trzech dniach przekonywania sis uległa.
Dla Lenki te dni to była sama gratka. Bo przecież kto tak rozśmieszy jak Zosia, bo kto ją ciągle zabawi, bo kto tak słodko zrobi A kuku! Oj, uwielbia kiedy Zośka Lencię w rączkę pocałuje czy stopki przytuli:) Jak tylko Lena zacznie chodzić, będą szalały wspólnie. Tylko jeden incydent nam się zdarzył. Lenka leżała w swoim bujaczku zabawiana przez starszą siostrzyczkę, była radość i śmiech, ale kiedy nagle Zosia zbliżyła się bardziej do Lenki, ta niespodziewanie chwyciła ją za włoski i zaczęła ciągnąć. Zośka wystraszona pokazała mi jak silną ma skalę głosu... krzyczała i płakała.
Na szczęście tak było tylko raz.
Tata Lenki, w te dni specjalnie z powodu obecności Zosi w naszym domu kończył pracę wcześniej niż zwykle. Chodziliśmy na spacery, na miasto. W sobotę pojechaliśmy do cyrku. To taki prezent od chrzestnej dla Zosi. Lenka cały ten czas przespała w chuście przy mamie. Wózkiem nie dalibyśmy rady wejść... Zośka miała radochę, przyglądała się zwierzakom z takim zachłannym zainteresowaniem, że aż miło było patrzeć. My dorosłe dzieci:) też bawiliśmy się przednio:)
W niedzielę planowaliśmy jechać na Mazury, ale był za duży wiatr. I przełożyliśmy to na inny termin. Wtedy pojedziemy także z rodzicami Zosi:)
Nie lubię się chwalić, zwykle tego nie robię. Ale przecież to pamiętnik, pisany Lence, więc trzeba odnotować. Ostatnio zmieniliśmy samochód. Dotychczasowego Opla Vectrę zastąpiliśmy nowym srebrnym Touranem. Ja nie byłam do tego zakupu przekonana ale samochód okazał się rewelacyjny. Przede wszystkim wygodny. A z małym dzieckiem to najważniejsze. Mnóstwo miejsca!! Nie tylko w bagażniku ale także na siedzeniach. Bagażnik też obszerny. Wózek Leny jest duży a nawet bez składania się mieści. Zaś, po złożeniu wózka jeszcze full gadżetów Lenki wejdzie.. Zakochałam się w jego wygodzie. Tata zna się na rzeczy:) Kochanie miałeś rację:)
Ogólnie samochód jest 7-mio osobowy. Na tył można wstawić jeszcze dwa fotele. Póki co My jeździmy bez. Także rodzina nam się powiększać... Piątka dzieci się zmieści:)
"Chyba oszalałaś"-stwierdził Tata
"No co Ty, czy ja jestem szalona?"- odpowiedziałam
"Nie wcale..."- powiedział przekornie Tata
"No dobra piątka może nie, ale trójka?"- spytałam podejrzliwie
"Idź już spać. Dobranoc" -odparł krótko tata, zbywając Matkę, po czym dostałam buziaka na dobranoc (bo ta sytuacja przed snem była)
Póki co na razie drugie dziecko nie wchodzi w grę. Lena jest za mała a Matka jeszcze nawet do dobrej formy nie wróciła po ciąży.