27 czerwca 2010 roku kolejna ważna data w życiu Dziewczynki.
Pierwsi goście Dziewczynki zaczęli się zjeżdżać już w piątek nad ranem, poprzez sobotę aż do samej uroczystości.
Dziewczynkę do chrztu według tradycji ubrała mama chrzestna. Mieliśmy dylemat co do wybrania chrzestnych Dziewczynce... chodziło o to żeby Lena zawsze miała w nich oparcie. Żeby zawsze mogła przyjść i powiedzieć co "leży" na sercu. Żeby byli to ludzie odpowiedzialni i żeby byli przy Dziewczynce zarówno w ważnych momentach w życiu, w chwilach radości i szczęścia jak również w chwilach niemocy i problemów. Rodzicami chrzestnymi zostali ciocia Iza- najmłodsza siostra Mamy i wujek Hubert- brat Taty. Z naszej decyzji jesteśmy zadowoleni (Ciekawe co powie sama Dziewczynka za kilkanaście lat...:P )
Uroczystość odbyła się w naszej parafii na mszy na godzinę 12.00
"Ja Ciebie chrzczę i nadaję Ci imię Lena..."
"Ja Ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego..." Między innymi takie zdania padły w tej jakże ważnej uroczystości. Było złożenie obietnicy przez nas rodziców i rodziców chrzestnych. Córeczko przyrzekamy...
Dziewczynka podczas uroczystości marudziła, popłakiwała... nawet tulenie przez ukochanego Tatusia nie pomogło. Dopiero podczas tego najważniejszego momentu, czyli polania główki Lenka się uspokoiła. Na buzi zamiast grymasu pojawił się uśmiech. Zapanował spokój a Dziewczynka po kilku minutach zasnęła. Resztę uroczystości przespała słodko w ojcowskich ramionach... i spała tak ok 1,5 godziny dopóki nie zgłodniała, ale to było już po kościele.
Był także uroczysty obiad dla gości. Byliśmy już zaraz do 13. Łącznie było 42 osoby. Obiad był w naszym domu. Dom spokojnie pomieścił tyle ludzi, a zmieściłoby się jeszcze więcej. Jestem zadowolona że zdecydowaliśmy się na przyjęcie w naszym domu z zamówioną obsługą i kateringiem z restauracji. Mama nie dałaby rady nawet jeśli ktoś z rodziny by pomógł. A tak to spokojna głowa:) Można było się zająć gośćmi i główną bohaterką uroczystości, chociaż ta w moich rękach była gościem. Przynoszona tylko na karmienie. Noszona, przytulana przez wszystkich, przechodziła z rąk do rąk. Aż mnie, matkę czasem już denerwowało... ale pozwoliłam się rodzinie Dziewczynką nacieszyć. Lena ucięła sobie jedną 50minutową drzemkę na regenerację sił, w spokoju i ciszy w ustroniu Jej pokoju. Po czym znowu została zabrana z matczynych ramion. I nie myślcie że skoro matka dziecka nie miała to miała spokój i pełen relaks... o nie! Matka ciągle kątem oka śledziła co dzieje się z Jej dzieckiem. Chyba że wylądowała w ramionach chrzestnej, to nie bo matka ma do niej pełne zaufanie.
Wieczorem jeszcze przy gościach Lena się tak wkurzyła. Podejrzewam że co chwilę każdy nosił ją na rękach, tulił i zabawiał. Dziewczynka miała po prostu dość. Nie wytrzymała i z powodu nadmiernych wrażeń itd. skumulowane emocje Dziewczynki wybuchły strasznych płaczem i późniejszym marudzeniem. Dopiero kiedy matka i ciotka uciekły od gości, Dopiero wyciszenie się przy maminej piersi w cichym spokoju poskutkowało i była już spokojna tolerując tylko ramiona Mamy i Taty. Matka przeczuwała że tak to się może skończyć.
Ogólnie było rodzinnie, pogodnie i wesoło:)
Córeczko tego dnia stałaś się Dzieckiem Bożym. Niech Bóg trzyma Cię zawsze w swojej opiece, a Twój Anioł Stróż niech będzie zawsze przy Tobie... w rano, w dzień, w nocy bądź jej zawsze ku pomocy...
:)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz